Mija 900 dni od chwili, gdy w Stalowej Woli prezydent miasta Lucjusz Nadbereżny (PiS) odsłonił wraz z byłymi komunistami ulicę i pomnik na cześć towarzysza Zdzisława Malickiego – wysokiej rangi aparatczyka komunistycznego i oddanego członka zbrodniczej Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej (PZPR).
Nie jest to powód do świętowania. To 900 dni wstydu dla miasta, które powstało jako jedno z największych osiągnięć gospodarczych wolnej II Rzeczypospolitej.
Dziś, w wolnej Polsce, przestrzeń publiczna powinna być miejscem pamięci bohaterów narodowych – żołnierzy walczących o wolność i niepodległość, ofiar komunistycznych represji oraz działaczy „Solidarności”. Tymczasem w Stalowej Woli od 900 dni istnieją ulica i pomnik upamiętniające człowieka będącego częścią aparatu władzy systemu zniewolenia.
Nie można udawać, że w biografii Malickiego epizod ze zbrodniczą PZPR był jedynie „drobnym szczegółem”. Zdzisław Malicki był funkcjonariuszem państwa komunistycznego, wieloletnim działaczem PZPR oraz posłem w parlamencie PRL. Przez dziesięciolecia współtworzył i utrwalał system podporządkowany Związkowi Sowieckiemu – system, który w latach 1939–1989 prześladował żołnierzy podziemia niepodległościowego, więził patriotów i opierał swoją władzę na przemocy oraz kłamstwie.
W 2016 roku Sejm III RP uchwalił ustawę dekomunizacyjną, której sens był jednoznaczny: w przestrzeni publicznej nie powinno być miejsca dla upamiętnień osób symbolizujących komunizm. Jak pokazała praktyka, ustawa ta nie była pozbawiona wad. W 2023 roku Instytut Pamięci Narodowej jednoznacznie wskazał, że Zdzisław Malicki należy do tej kategorii. Mimo to władze Stalowej Woli znalazły sposób, by zignorować ten głos i uczynić coś dokładnie odwrotnego – uhonorować komunistycznego funkcjonariusza pomnikiem i ulicą.
To decyzja nie tylko historycznie błędna. To przede wszystkim decyzja moralnie skandaliczna.
Miasto Stalowa Wola, które powstało dzięki wysiłkowi niepodległej II Rzeczypospolitej w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego, zostało po wojnie zniewolone przez komunistów i służby podległe PZPR. Dziś, 36 lat po upadku zbrodniczego systemu, jego władze wciąż hołdują człowiekowi z tego systemu i próbują przekonywać opinię publiczną, że jest to postać godna upamiętnienia.
Czy naprawdę wzorem dla młodych pokoleń Polaków mają być działacze komunistycznej partii? Czy naprawdę w Stalowej Woli brakuje bohaterów, których warto uczcić?
Fundacja KEDYW od początku sprzeciwiała się temu skandalowi. W grudniu 2023 roku skierowaliśmy zawiadomienie do prokuratury o podejrzeniu popełnienia przestępstwa w związku z uhonorowaniem Malickiego. Przedstawiliśmy dokumenty historyczne oraz stanowisko Instytutu Pamięci Narodowej, jednoznacznie wskazujące, że jest to postać symbolizująca komunizm. Mimo to upolityczniona prokuratura odmówiła wszczęcia dochodzenia.
Decyzja ta nie zmienia jednak faktów. Historia nie podlega urzędowym decyzjom ani politycznym kalkulacjom.
Fakty są jasne: od 900 dni w Stalowej Woli stoi pomnik komunistycznego dygnitarza, a jego nazwisko widnieje na tablicach ulicznych. Nie była to „pomyłka”. To świadoma decyzja – symboliczna zgoda na fałszowanie historii i odwracanie podstawowych pojęć dobra i zła.
Naród, który zaczyna stawiać pomniki funkcjonariuszom systemu zniewolenia, traci pamięć o własnej wolności. A na to zgody być nie może. Dlatego będziemy o tej sprawie przypominać tak długo, jak będzie to konieczne.
Pytanie tylko: jak długo Stalowa Wola będzie jeszcze udawać, że nic się nie stało?
Ile jeszcze potrwa milczenie społeczeństwa wobec haniebnych działań władz miasta Stalowej Woli?
Marek Wróblewski
Prezes Fundacji KEDYW

