Mówią o nim: „budowniczy potęgi Stalowej Woli”, „wizjonerski dyrektor”, „pragmatyczny technokrata”. Od lat w lokalnej narracji próbuje się surowo rozgraniczyć dwie twarze Zdzisława Malickiego: z jednej strony osłoniętego nimbem geniuszu sprawnego menedżera, pod którego wodzą Huta Stalowa Wola miała wkroczyć do czołówki przemysłowej, a miasto przez to miało przeżywać bezprecedensowy rozkwit – z drugiej zaś posła na Sejm PRL z ramienia PZPR, wspierającego fatalne decyzje partyjnej góry.





