(fot. UM Stalowej Woli)
Z przodu od lewej: Poseł na Sejm Rafał Weber (PiS), prezydent Stalowej Woli Lucjusz Nadbereżny (PiS) i Janusz Kotulski działacz NSZZ „Solidarność”, w latach siedemdziesiątych zarejestrowany jako Tajny Współpracownik (TW) Służb Bezpieczeństwa (SB) pseudonim „Ordon”.
Janusz Kotulski był jednym z wnioskodawców orędujących za upamiętnieniem komunisty towarzysza Zdzisława Malickiego ulicą i pomnikiem, które w 2023 r. odsłonił prezydent Nadbereżny w gronie dawnych komunistów. Jakie są prawdziwe zasługi tow. Malickiego, który jako Poseł na Sejm PRL wraz jego partią PZPR w stanie wojennym zdelegalizowali NSZZ „Solidarność”? Jedyną odpowiedź w tej sprawie jaką uzyskujemy to „pomagał Solidarności”.

Współczesna Polska żyje wciąż kilkoma – równoległymi narracjami o komunizmie i jego dziedzictwie. Dla jednych jest to epoka jednoznacznego zniewolenia, system represji i odpowiedzialności konkretnych osób, które budowały i utrwalały aparat władzy. Dla innych to czas „modernizacji”, „rozwoju przemysłowego” i „trudnych kompromisów”, a postaci związane z PZPR przedstawia się jako pragmatyków, którzy „robili swoje” w realiach „takich czasów”. Jeszcze inni próbują spłaszczać spór, sprowadzając go do rodzinnych wspomnień o „stabilnym etacie” i „tanim mieszkaniu”, bez kontekstu politycznego.
Ta wielogłosowość nie byłaby problemem, gdyby nie fakt, że dotyczy ona fundamentów państwa i pamięci zbiorowej. Brak wspólnej, uczciwej oceny systemu sprawia, że jedni walczą dziś o dekomunizację przestrzeni publicznej, a inni wciąż próbują restaurować dawnych działaczy jako „zasłużonych budowniczych regionu”. Polska dyskusja o komunizmie to tak naprawdę dyskusja o tym, czy historia ma być nauczycielką, czy usprawiedliwieniem. I dopóki te dwie postawy się nie spotkają, dopóty będziemy żyć w kraju, w którym pamiątki po ofiarach i po funkcjonariuszach stoją czasem na tej samej ulicy – i to nikogo nie dziwi.
Marek Wróblewski
prezes Fundacji KEDYW

