W sobotę 1 sierpnia 2026 roku, w Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego, lokalne struktury Konfederacji zorganizowały w Stalowej Woli wydarzenie pod hasłem „Pieśń i modlitwa w hołdzie bohaterskim żołnierzom i ludności Warszawy”. Jednak już sam plakat zapowiadał prawdziwy cel wydarzenia: „krótka pogadanka – NIGDY WIĘCEJ TAKICH POWSTAŃ”.

Cel był jasny: nie uczcić pamięci, tylko uderzyć w Powstańców.

Po wysłuchaniu przemówień, które trafiły do sieci, nie ma żadnych wątpliwości. Wydarzenie zorganizowane przez lokalne zgrupowania Konfederacji pod patronatem byłego prezydenta Stalowej Woli Andrzeja Szlęzaka nie służyło oddaniu czci ofiarom i żołnierzom Armii Krajowej walczącym w Powstaniu. Służyło ponownemu atakowi na dowództwo Powstania Warszawskiego i forsowaniu tezy, że było ono katastrofą, a nie aktem bohaterstwa.

Andrzej Szlęzak ma w tej sprawie konsekwentną historię. Gdy był prezydentem Stalowej Woli, wielokrotnie blokował włączanie syren alarmowych w rocznicę wybuchu Powstania. Przymierzał się nawet do zorganizowania pokazowego „procesu” dowódców AK z udziałem Janusza Korwin-Mikke. Do procesu nie doszło, ale intencje były czytelne. Teraz, w przededniu kolejnych wyborów parlamentarnych, Szlęzak wraca do tej samej narracji – wykorzystując do politycznego zysku święto, które dla większości Polaków ma charakter żałobny i godnościowy.

Przemówienie wygłoszone przez Andrzeja Szlęzaka przed Mauzoleum Żołnierzy Konspiracji na Cmentarzu Komunalnym w Stalowej Woli było ostrą, retorycznie dopracowaną napaścią na heroiczny wymiar Powstania. Szlęzak twierdził, że było ono największą katastrofą polityczną, militarną i humanitarną w dziejach Polski. Same obchody rocznicowe nazwał anormalnymi. W kilkuminutowej tyradzie nazwał powstańców szaleńcami, a generała Leopolda Okulickiego – zbrodniarzem.

To ostatnie sformułowanie jest szczególnie skandaliczne. Można oceniać działania gen. Okulickiego w czasie okupacji i niewątpliwie trzeba je dalej dogłębnie zbadać. Trzeba też dyskutować o strategicznych decyzjach dowództwa AK, o rachunku zysków i strat, o cenie, jaką zapłaciła Warszawa. Taka debata trwa od dekad i ma swoje miejsce w historiografii. Nie ma natomiast w wolnej Polsce miejsca na nazywanie dowódców Armii Krajowej zbrodniarzami. To nie oni mordowali cywilów na Woli, Ochocie i Starówce. Zrobili to Niemcy i ich kolaboranci. To nie oni odpowiadają za systematyczne niszczenie miasta, do którego dążyli Niemcy przez pięć lat przed Powstaniem. Stawianie dowództwa AK w jednym szeregu ze sprawcami niemieckich zbrodni jest nie tylko historycznie fałszywe – jest przekroczeniem granic uczciwej debaty historycznej.

Wydarzenie Konfederacji, do którego wciągnięto przy okazji harcerzy, sprowadzało się do starej formułki powtarzanej przez Andrzeja Szlęzaka: „Kto idzie z gołymi rękami na czołgi – szaleniec. Kto innych posyła – zbrodniarz. Kto tego nie rozumie – głupi”. W wypowiedziach polityków Konfederacji wygłoszonych tego dnia odpowiedzialność skierowano wyłącznie przeciwko Polakom. Niemcy i kolaborujące z nimi formacje pozostały na marginesie.

Czy to miejsce i czas?

Najważniejsze jednak pytanie brzmi inaczej. Czy spór o ocenę Powstania Warszawskiego powinien rozgrywać się w Narodowy Dzień Pamięci, nad grobami żołnierzy konspiracji? Odpowiedź jest oczywista: nie. Cmentarz to miejsce zadumy, szacunku i ciszy. Nie jest sceną do politycznych tyrad i budowania wizerunku. Powtarzam to jeszcze raz: nikt nie kwestionuje prawa do krytycznej oceny decyzji o wybuchu Powstania Warszawskiego. Spór o jego sens trwa od ponad osiemdziesięciu lat i zapewne nigdy się nie zakończy. Jednak Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego nie został ustanowiony po to, by organizować procesy dowódców Armii Krajowej. Został ustanowiony po to, by oddać hołd tym, którzy walczyli i ginęli za wolność Polski. Ten właśnie hołd nie był ewidentnie celem wydarzenia zorganizowanego przez lokalną Konfederację.

Komuniści nie przeszkadzają. Powstańcy tak.

Kilka dni wcześniej stalowowolska „Nowa Nadzieja” (struktura Konfederacji) zamieściła w mediach społecznościowych grafikę zachęcającą do wstępowania w szeregi formacji. Gdy zapytaliśmy w komentarzu pod spodem, czy ponownie – jak w poprzednich wyborach – zamierzają przyjmować na listy komunistów jak tow. Jerzego Augustyna (ZSMP, PZPR, PRON), radny miejski z Konfederacji Andrzej Dorosz odpowiedział bez wahania: jeśli „doświadczeni samorządowcy” pokroju Jurka Augustyna zechcą dołączyć, będą mile widziani.

Od lewej: Kamil Maciejak, prezes „Nowej Nadziei” w Stalowej Woli (Konfederacja) wraz z tow. Jerzym Augustynem (ZSMP, PZPR, PRON) startujący razem w wyborach w 2024 r.

Czego się tu dziwić? W końcu ich polityczny guru Andrzej Szlęzak przez lata bez oporów współpracował z ludźmi o haniebnym peerelowskim rodowodzie. Dlatego dla lokalnej Konfederacji komuniści są godnymi partnerami, z którymi można się układać. Powstańcy Warszawscy – przeciwnie – zasługują na miano szaleńców i zbrodniarzy.

To jest haniebne.

Pamięć o Powstaniu Warszawskim powinna łączyć, a nie dzielić. Nie powinna służyć doraźnej politycznej grze ani kreowaniu wizerunku. Rocznice historyczne nie powinny być okazją do budowania kapitału politycznego. Powinny być momentem, w którym oddaje się cześć ludziom, którzy zapłacili najwyższą cenę za wolność.

Konsekwencja i uczciwość wobec historii to miara wiarygodności. Stalowowolska Konfederacja w tej sprawie wiarygodności nie ma. Bo jeśli środowisko deklarujące przywiązanie do patriotyzmu nie widzi problemu we współpracy z byłymi działaczami PZPR i PRON, a Narodowy Dzień Pamięci Powstania Warszawskiego wykorzystuje do publicznego linczowania dowódców Armii Krajowej – to trudno o bardziej wymowny przykład pomieszania priorytetów.

Powstańcy Warszawscy nie potrzebują politycznych prokuratorów.
Potrzebują pamięci, szacunku i powagi.

Marek Wróblewski
prezes Fundacji KEDYW

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *